RSS
 

Notki z tagiem ‘stare znajomości’

Być przyjacielem, mieć przyjaciela …

18 sie

 

Przyjaciel. Definicję tego słowa zna każdy, nie trzeba jej podawać. Taką osobę przy sobie chce mieć każdy. Ale nie jest łatwo. Życie mija strasznie szybko, przewijają się przez nie tłumy ludzi, nie każdy jest jednak na tyle wartościowy, by nazwać go „przyjacielem”. To za wielkie słowo, by użyć je ot, tak.

Przyjaciółka numer jeden – Anka ”forever” .

Każdy etap w życiu kojarzy nam się z innymi ludźmi. Pamiętam te czasy. Pomijam zerówkę, czy szkołę podstawową. Zacznę od gimnazjum. To właśnie był czas odkrywania siebie i innych. Czas przyjaźni, ale i rozczarowań. Miałam (podkreślam) – Miałam przyjaciółkę, na dobrą sprawę od zawsze. Nasi rodzice przyjaźnili się i od pampersa byłyśmy razem – ta sama szkoła, te same klasy, ta sama ławka. Byłyśmy papużkami-nierozłączkami. Co śmieszne, miałyśmy nawet takie same imię. Nauczyciele sprawdzając obecność łączyli nasze nazwiska by było szybciej, bo nawet w dzienniku widniałyśmy koło siebie. Lekcje razem, telefony (oczywiście domowy, komórki jeszcze nie były aż tak popularne wśród młodych), spotkania – i nagle … coś się zepsuło. Nie z mojej winy. Przyjaciółka poczuła się zazdrosna o powodzenie, stopnie, ubrania – dosłownie o wszystko. Miało to miejsce od razu po przejściu z podstawówki do gimnazjum. Pomijam nasze wspólne przygody, bo nie o tym chciałam pisać. Ania nie odzywała się do mnie przez 3 lata – 3 lata !!! Nie rozumiem tego do dziś. Próbowałam dowiedzieć się o co chodzi i o co na prawdę poszło – nie dowiedziałam się. Straciłam przyjaciółkę w jedną sekundę. No cóż – nie chce, to nie będę do niczego zmuszać, ja próbowałam. Zaczęłam zadawać się z innym towarzystwem, jeszcze bardziej podciągnęłam się w nauce, ale moja kochana Ania zaczęła mi ”brudzić”. Stałam się jedną z mniej lubianych osób w klasie przez tak zwaną elitę. Nie zależało mi. Niech gadają, co chcą. Wiecie do czego zmierzam ? Pod koniec semestru kolejna koleżanka zaczęła zazdrościć mi ocen i przestała się odzywać bo ja gadałam z chłopakami, a z niej ciągle się nabijali. I wtedy ponownie zaczęła odzywać się do mnie Ania. „Ja nie pamiętam, czemu my się do siebie nie odzywamy moja kochana przyjaciółko !” – Heh, ja też nie. Zależało mi na przyjaźni, więc udałam, że sprawy nie było. Jednak nie dałam rady. Nasze relacje były sztuczne i nienaturalne. Zauważyłam, że nie przyjaźnimy się dla samej przyjaźni. To stało się układem, w którym jeden bierze, a drugi daje od siebie wszystko. Zawiodłam się na niej. Od dawna nie mogłam już mówić, że mam przyjaciółkę (to było jednak jak separacja) – teraz jednak mogłam powiedzieć to otwarcie – nie miałam przyjaciółki od serca. Skończyło się. I tyle.

Z Anką utrzymuję kontakt do dziś. Spotykamy się max raz w roku, choć mieszkamy 3 km od siebie. Spotkania nie trwają dłużej niż 30 minut, gdy ja opowiem co u mnie, Ania powie, że po staremu, nie mamy już o czym gadać. To jednak nie była przyjaźń … Życie przede mną, będę szukała dalej…

Przyjaciółki dwie – zostanie jedna, albo zostaniesz sama.

Przyszedł czas na liceum. Wybrałam nietypowo, ale cieszyłam się z wyboru. Chodziłam do klasy 15-osobowej. Od samego początku zaczęłam znajomość z Jutką. Była ambitną i miłą dziewczyną. Strasznie się przy niej wyciszyłam, ale nie martwiło mnie to. Wiedziałam, że będę się uczyć i nie będą przychodziły mi głupoty do głowy. Wiadomo, taka znajomość trochę powiewa nudą, ale prócz Judyty była jeszcze jedna dziewczyna – wulkan energii, wszędzie było jej pełno. Po jakimś czasie byłyśmy już we trzy. Ja, Jutka i Becia. Uzupełniałyśmy się (czułyśmy się jak 3 agentki), pasowało nam nasze towarzystwo. Do 3 klasy (a miałam 4 lata) byłyśmy tak zgrane, że nic nie zapowiadało rozpadu naszej przyjaźni – wszystko do czasu pamiętne lekcji, na której to moje słowa zostały źle zrozumiane przez kolegów i koleżanki. Jutki tego dnia nie było w szkole. Gdy pojawiła się następnego dnia, wszystko już wiedziała (oczywiście, tak, jak przedstawiła jej to koleżanka Klaudia), omijała mnie i Becię szerokim łukiem. O co chodziło ? A o to, że ktoś za nią coś zrobił, a ona zbiera laury – w taki właśnie sposób zostało to odebrane. Tak też przez niedomówienia i słuchanie życzliwych osób zostałyśmy we dwie z Becią (Klaudia zyskała Jutkę – friends forever). Czego my razem teraz nie robiłyśmy, gdzie nie jeździłyśmy – to właśnie Beci zwierzałam się z największych sekretów. Przed zakończeniem szkoły pogodziłyśmy się z Jutką i próbowałyśmy jakoś normalnie funkcjonować – ale nie nadawałyśmy już na tych samych falach. Relacji, które ktoś psuje nie da się naprawić. To jak wbicie noża w plecy. Przyjaźnisz się z kimś, ufasz mu, a jak koleżaneczka coś Ci powie, to przekreślasz wszystko, nie skonfrontujesz z winowajcą swoich zarzutów, tylko obrażasz się na wieki.

Mniejsza z tym. Po zakończeniu szkoły potrafimy się spotkać, nie tak często, ale udaje nam się dogadać. Wiadomo, nasze drogi się rozeszły, wybrałyśmy inne uczelnie, ale jakiś kontakt jest. Jutka nawet się zaręczyła ! Nic, tylko gratulować. Z Becią to trochę inna historia, na osobny temat – ale nie spotykamy się, piszemy jedynie na FB. Nie poszła na studia, mamy całkiem inne środowiska. Nie odzywa się do mnie (wina leży po środku) Nie raz próbuję coś podgadać, ale na tym się kończy. Miałam fajną kumpelę … Takich będzie jeszcze wiele (nie mogę nigdy zrozumieć, czemu jeden mały błąd przekreśla tyle wspólnych lat …). W tym przypadku przyjaciółki przepoczwarzyły się w podrzędne kumpele, a szkoda – ja żałuję, że tak się stało. Czas jednak ruszyć dalej …

Studiów nadszedł czas – polewasz, jesteś przyjacielem !

Dokładnie. Zaczęło się od nowa. Czyste konto, nowe znajomości, nowe kontakty. Ten dział dopiero się zaczyna. Mam swoją paczkę. Nikogo nie nazywam i raczej nie nazwę przyjacielem – może dobrą kumpelą/kumplem – nic poza tym. Życie uczy jedynie tego, że wszystko się kiedyś kończy. Próbowałam nie raz ratować przyjaźnie – niestety, tylko ja chciałam coś ratować. A to nie wystarczy. Trzymam kciuki, żeby tym razem nie skończyło się „złym zakończeniem”. Czas na happy end. Może nie angażując się w przyjaźń, a pielęgnując zwykłą znajomość otrzymam znacznie więcej niż mogłabym się spodziewać ? Może. Czas to sprawdzić.

Od czasu do czasu piszę w koleżankami z liceum czy gimnazjum mając nadal sporo entuzjazmu. Człowiek chce wiedzieć co słychać u osoby, która była niemalże jak siostra. Nawet bliższa. Niestety, bez powodzenia. „Wszystko ok”, „A u mnie po staremu” – tak odpowiesz przeciętnej znajomej ze szkolnych lat – A NIE PSIAPSIÓŁCE ! Życie jest trudne. Jestem ciekawa, kiedy je zrozumiem. No nic. Na tym skończę.

Zawsze staram się robić coś na 102 %, nawet jeśli chodzi o przyjaźń. Łatwo jest powiedzieć, że się jest super. Ja tego nie powiem. Nie jestem super ! Staram się być. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę kogoś (i to nie będzie mój facet, on się nie liczy :P ), kogo śmiało nazwę przyjacielem i sama również się nim stanę.

 

Coś przerwało mi w pisaniu tej notki (piszę już 3 dni), więc z góry (a raczej już z dołu) przepraszam, jeśli coś jest nieskładnie napisane. Mam nadzieję, że rozumiecie, moja myśl została przekazana.

Powiedzcie mi, jak u Was z przyjaźniami (zazdroszczę wszystkim, którzy mają prawdziwe przyjaciółki/prawdziwych przyjaciół) ? Czy to ze mną jest tylko coś nie tak ? Czy i Wy macie wypalone przyjaźnie na koncie ? Czekam na Wasz odzew. Pa !

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Z życia wzięte